Wyświetlenia

poniedziałek, 17 marca 2014

Rozdział Drugi

Chciałam iść po zakupy no ale był jeden problem i to duży, 
 mianowicie  nie wiedziałam gdzie jest jakiś sklep czy coś w tym rodzaju. 
Stwierdziłam, że najlepiej jak pójdę się zapytać właściciela przecież on zna miasto to powinien wiedzieć.

~
Tak jak pomyślałam, tak zrobiłam i krótkim tłumaczeniu drogi przez mojego mieszkaniodawcę i wiedziałam gdzie się udać. Szłam sobie spokojnie, a że poprzedniego pewnie padało to było kałuże idę sobie tak idę i naglę jakiś debil przejechał i cała byłam mokra nawet się nie zatrzymał, zero kultury normalnie zero.
Musiałam się wrócić do domu bo przecież cała mokra i ubłocona to sklepu nie pójdę.
Wróciłam i weszłam do łazienki lekko się obmyłam, przebrałam i po chwili byłam już gotowa do ponownego wyjścia zabrałam kurtkę i ruszyłam.
Tym razem drogę pokonałam bez żadnej głupiej wpadki i po kilkunastu minutach byłam na miejscu, zdziwiło mnie to, że przed wejściem do marketu stał automat z kawą bo w Polsce nigdy jeszcze się nie spotkałam z tym. Zabrałam koszyczek i szukałam niezbędnych mi produktów.
Gdy miałam już wszystko udałam się do kasy, po chwili była już moja kolej i nagle jakiś pajac wepchnął mi się w kolejne...myślałam, że mnie zaraz  coś trafi. Ale spokojnie, przecież nie będę drzeć się na jakiegoś palanta  w sklepie. W końcu nadeszła moja kolej wyłorzyłam wszystko na taśmie i patrzałam na tego kolesia co się wepchnął przedemnie kupował coś z automatu, kogoś mi on przypominał ale nie mogłam skojarzyć kogo, bo miał fullcapa na głowie i jeszcze okulary ciemne.
Zapłaciłam i wyszłam przed sklep bo chciałam sobie kupić latte i nagle ni stąd ni zowąd kawa pajaca z kolejki była na mojej bluzce...
Zajebisty pierwszy dzień w nowym mieście pomyślałam ugryh co za gościu uwziął się na mnie czy co ?.
Już chciałam zacząć go opieprzać ale burknął jakieś przepraszam i zwiał... Tchórz jeden.
Cała w kawie weszłam do sklepu bo zapomniałam kupić gazety bo przecież jakoś trzeba zarabiać.
Zapłaciłam i ruszyłam w drogę powrotną z nadzieją, że już mi się nic nie przytrafi.

~
Co za dziwny dzień cały czas w biegu, najpierw zaspałem na trening, po treningu trener zadzwonił, żebym przyjechał co zrobić musiałem jechać, jadąc chyba niechcący wjechałem w kałuże i ochlapałem w kogoś spojrzałem w tylnie lusterko i zobaczyłem wkurzoną i całą w błocie dziewczynę, wypadałoby się zatrzymać i przeprosić ale nie miałam tyle czasu. Po chwili dojechałem na SIP jak się okazało  musiałem jakiś papierek podpisać. Wracałem do domu to było już coś około 18, musiałem się spieszyć bo na 19 umówiłem się z Mario na skype. Wleciałem jeszcze do sklepu po wodę i chyba niechcący wepchnąłem się w kolejkę bo za mną stała dziewczyna chyba wściekła. Zapłaciłem i wyszedłem na dwór w automacie kupiłem kawę i kiedy odchodziłem od automatu wyszła ta dziewczyna ze sklepu i podeszła do automatu odwracałem się aby iść do samochodu i dupa ja wylałem na nią całą kawę była baardzo wkurzona rzuciłem szybkie przepraszam.. wiem powinienem przeprosić ją i zaprosić na jakąś kawę, w sumie to już dzisiaj druga taka wpadka..ale spieszyłem się i po chwili jechałem już w stronę domu.


~
Wróciłam już i na szczęście nic mi się już nie przytrafiło, przebrałam koszulkę i szybko zaprałam żeby nie było plamy i zabrałam się za robienie kolacji bo dochodziła już 19. Z gotowym posiłkiem usiadłam w kuchni i chwyciłam gazetę i przeglądałam oferty pracy kilka nawet mnie zainteresowało. Zjadłam i pozmywałam. Z piżamą w ręku poszłam do łazienki.
Wzięłam relaksującą kąpiel, wytarłam się, ubrałam i chwilę później leżałam już w łóżku, nawet nie zauważyłam kiedy zasnęłam.


________________________________________________________________

No to mamy kolejny rozdział :D
Trochę nijaki ale cóż , postaram poprawić się w następnych.
Zapraszam do czytania i komentowania :>
Pozdrawiam :*

piątek, 7 marca 2014

Rozdział Pierwszy

To już dziś, 7 marca
zaraz mam samolot, czekam już tylko na odprawę.
Pakowałam się przez cały dzień i mam nadzieję, że zabrałam wszystko.
 Z rodziną pożegnałam się w domu ponieważ nie lubię rozstań.
Właśnie wywołują mój lot, ruszyłam i po chwili siedziałam już w samolocie,
kierunek Nowe Życie,
a dokładniej Dortmund.
Usiadłam sobie wygodnie w jednym z foteli, założyłam słuchawki na uszy
po czym samolot wystartował.
~
1.5h później
Stewardesa oznajmiła, że za chwilę lądujemy, zapięłam pasy i już po chwili samolot lądował.
Chwilę później stałam już na Dortmundzkim lotnisku. Zauważyłam reklamę jakiś taksówek zabrałam i zdzwoniłam.
Po 15 minutach taksówka przyjechała podałam adres aby zawiozła mnie do mieszkanie, które miałam już wcześniej załatwione wystarczy kluczę odebrać.
Po kilkunastominutowej drodze byliśmy na miejscu, wysiadłam zabrałam walizki i zapłaciłam za kurs po czym udałam się do właściciela aby odebrać klucze. Weszłam do bloku i zaraz po prawej rzuciła mi się w oczy tabliczka na drzwiach pan.Wank tak się oczywiście nazywał właściciel. Delikatnie zapukałam i po chwili otwarły się  drzwi
- Dzień dobry, ja w sprawie mieszkania, o którym rozmawialiśmy przez telefon
- Witam młoda damo, tak pamiętam mieszkanie jest już przygotowane, proszę kluczę - przywitał się i podał klucz
- dziękuje bardzo, czynsz tak jak się umawialiśmy 400 euro ?
- tak, nic się nie zmieniło
- jeszcze raz dziękuje, to ja już pójdę , do widzenia
- do widzenia.
Weszłam na trzecie piętro moje drzwi znajdowały się po prawo, przekręciłam zamek kluczem i weszłam do środka, mieszkanie na pierwszy rzut oka nawet w moim stylu, weszłam dalej,  kuchnia połączona z salonem, na przeciwko łazienka i jeszcze jedne drzwi moja sypialnia, wstawiłam tam walizki wzięłam ciuchy poszłam się ogarnąć do łazienki na szybko i trzeba było iść po zakupy bo przecież powietrzem żyć nie będę.


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

No to tyle jak na pierwszy rozdział
nie powala
nudnawy, flaki z olejem ale jakoś trzeba było zacząć .
Zapraszam do czytania i komentowania :)
Pozdrawiam :*